Jak prawie zginąłem na all-inclusive w Grecji? Czyli o mocy nagłówków i mocy opowieści

author: Radek Klimek

Właśnie użyłem swoich niecnych, pisarskich mocy i stworzyłem nagłówek, obok którego nie możesz przejść obojętnie. A teraz opowiem Ci, co mi się przydarzyło na Krecie i dlaczego to właśnie nagłówki i opowieści są tak diabelsko ważne w marketingu.

W marketoidowym pisaniu kluczowe jest to jak zaczynamy…

Podstawą dobrego marketingu jest dobre pisanie.

A podstawą dobrego pisania jest tworzenie nagłówkówktóre przyciągają uwagę i zmuszają do reakcji.

Teksty, rolki, posty, newslettery bez dobrych nagłówków (pierwszych zdań) nie istnieją.

Narobisz się nad nimi jak dziki osioł, a potem i tak nikt ich nie przeczyta / obejrzy.

Dobry nagłówek wybroni słabą treść.

Najlepsza treść przepadnie bez dobrego otwarcia.

Warto o tym pamiętać.

Sposób na otwarcie? Coś tu zgrzyta, nie pasuje… a mimo to intryguje

Jednym z pomysłów na intrygujące pierwsze zdanie jest połączenie szczypty kontrowersji i zestawienie ze sobą sprzecznych tematów (wyjazdy all-inclusive raczej rzadko obfitują w zdarzenia, dzięki którym wczasowicze przenoszą się na łono Abrahama, prawda?).

I z tej sztuczki skorzystałem.

A do tego luka informacyjna, czyli „zmuszenie” odbiorcy do kliknięcia

Do tego skorzystałem z mocy luki informacyjnej, czyli tytuł sugeruje coś, co się wydarzyło, ale żeby dowiedzieć się, co takiego się stało… trzeba kliknąć i przeczytać artykuł.

Ważne jest jednakże, by nie kpić z odbiorcy, nie clickbaitować go. Więc jeżeli w nagłówku coś obiecujemy — to szczerze o tej sprawie trzeba opowiedzieć.

Więc, by nie trzymać Cię w niepewności, jak wyglądało to otarcie się o śmierć?

W tamtym tygodniu wybiliśmy na Kretę na moje pierwsze All Ekskjuzmi w życiu. Zwykle wojaże organizowaliśmy we własnym zakresie, bardziej aktywnie, ale jak ma się pięciolatka, to plan na wyjazd z Hotelem 5*, szmerami, bajerami, morzem i naprawdę pysznym żarełkiem, którego jest w opór, nie brzmi źle.

Sam pobyt był zacny, natomiast podróż dostarczyła nam masę niespodziewanych emocji.

A więc po kolei:

1. Mokniemy na dzień dobry

Jak się pakowaliśmy do samolotu, to lało tak, jakby aniołowie w niebie toczyli zawody, żeby każdemu na głowę wylać minimum 3 wiadra wody.

2. I czekamy na start

Może i zmokliśmy jak nieboskie stworzenia, za to na start czekaliśmy w samolocie ponad 1 godzinę.

3. Dworzec w Katowicach, którego nie chcemy pamiętać i hala przylotów imienia Bartosza „Otyłego Pana” Walaszka

Na miejscu w Heraklionie (hala przylotów wyglądała jak dworzec kolejowy w Katowicach z lat 90, a powinna nosić dumnie imię Bartosza Walaszka, bo schludnie choć nasrane) okazało się, że kierowcy greccy strajkują.

Odhaczyliśmy kolejne 2 godziny, czekając na autobus, który w sumie nie wiadomo czy i kiedy miał się pojawić (Pani z biura nieskutecznie uspokoiła rozjuszony tłum, mówiąc, że starają się coś zorganizować).

4. Sorry, taki mamy strajk

Na autobus czekaliśmy na drodze przed lotniskiem w pełnym słońcu i pełnej gotowości bojowej (bo nie wiadomo, kiedy podjedzie). Było na oko z 30 stopni. Czekaliśmy pod takimi budkami, jakie były kiedyś pod Pałacem Kultury.

Wietnamczycy w nich niwelowali problem bezdomnych psów w okolicach Warszawy, przerabiając je na kurczaka na ostro. Tych budek koło siebie było naście, więc oprócz ciepła greckiego słońca i żaru buchającego do nagrzanego asfaltu, było też czuć (dosłownie) ciepło ciała oczekujących z niecierpliwością współpasażerów. Emocje sięgały zenitu.

5. Egipski wiatr może i spienione goni fale, za to nie chłodzi

4. Na miejscu, w hotelu, może i temperatura sięgała 35 stopni, za to, jak dowaliło podmuchem z Egiptu, to dobijało do 40. Serio, pierwszy raz przeżyłem coś takiego, że wiało, tak że urywało łeb, a mimo to… wiatr nie chłodził. Ale nie ma co się dziwić, w końcu pojechaliśmy w czerwcu, żeby uniknąć największych upałów.

6. Skoro upał, to musi być zimno. Takie jest odwieczne prawo natury

A co z tą śmiercią?

Trzy dni przed wylotem odwodniłem się i to tak potężnie. Pamiętaj, że dla przeciętnego mężczyzny zwykłe przeziębienie w granicach 37,1 stopnia to jest wyczerpująca walka o życie. Ja kilka razy dziennie miałem skoki temperatury z 36 do 38 stopni i tak ciągle przez tydzień. Ciekawe doświadczenie, gdy na dworze w nocy masz 25 stopni, a leżysz pod 3 prześcieradłami i w bluzie, bo masz takie dreszcze, że szczękanie zębów budzi w środku nocy szanowną małżonkę.

Do tego głowa (w której przez tydzień ciągle ktoś mi łupał drewno) i mięśnie bolały mnie tak, że ruszałem się jakbym miał ze 100 lat (a nie mocne 65, na które zwykle się czuję). Bolał mnie nawet dotyk wody przy wejściu do morza. Zwykłe wytarcie się ręcznikiem to były katusze.

7. Człowiek-pierdoła, którego prawie zabiło all-inclusive

Ej serio, jestem taką pierdołą, że przez 5 dni po powrocie z All Exclusive nie miałem siły wstać z łóżka i musiałem odchorować wakacje w domu jak po jakimś wypadzie surwiwalowym do Papui Nowej Gwinei. 

8. Czekajcie, a dostaniecie (albo i nie)

W Pyrzowicach Chujowicach (zastrzegam sobie tę nazwę, czekam, aż ogłoszą konkurs na hasło reklamowe!) od 3:00 do 5:00 rano czekaliśmy na walizki z samolotu, bo się koło w samolocie zepsuło i naprawiali i nie mogli ich wyciągnąć (nie ma co narzekać, bo mogło, się urwać jak lądowaliśmy). Jak się domyślasz, ludzie byli przeszczęśliwi.

Ja zwykle takie wydarzenia znoszę z humorem (bo i tak na to nie mam wpływu), natomiast niektórzy pasażerowie się podminowali. Jakby co, to krzyczenie, agresja i wyzywanie od rozpierdolów i debili pani w okienku nie sprawia, że problemy magicznie udaje się rozwiązać szybciej i sprawniej.

9. Rozwaliliśmy panu walizkę i co pan nam zrobi?

W ramach rekompensaty rozwalili nam w trakcie lotu powrotnego walizkę. Oczywiście z trzech, które zabraliśmy, rozpieprzyli tę, którą pożyczyliśmy od sąsiadów.

10. Ręce w górę, majtki w dół!

Brakowało tylko jeszcze, żeby na kontroli wzięli mnie na bok, kazali ściągnąć portki, pochylić się i zakasłać.

11. Hurra, spadamy!

A na koniec. Maksowi bardzo podobał się pierwszy w życiu lot. Do tego stopnia, że jak wpadliśmy w turbulencje, to radośnie krzyknął: HURRA, CHYBA SPADAMY, ALE SUPER! Nie wzmocniło to ducha u pani, która blada z przerażenia siedziała na siedzeniu obok i odmawiała różaniec.

A co to wszystko ma wspólnego z marketingowym pisaniem?

Pisałem o tym, że podstawą dobrego pisania marketingowego są nagłówki.

Ale prawdziwą esencją, crème de la crème, jest tworzenie angażujących opowieści.

Gdybym w powyższą historię wplótł:

 1. Opowieść o dzielnym rezydencie (i firmie organizującej wyjazd), który dostarczył mi leki;

2. Rekomendację kremu do opalania, który zabezpieczył mnie przed 35-stopniowym upałem;

3. Polecajkę hotelu, który stanowił przeciwwagę dla złych doświadczeń podróżniczych;

4. Opis ubezpieczenia, które zwróciło nam bez szemrania koszty naprawy zniszczonej walizki;

5. Opinię o parkingu pod lotniskiem, gdzie zawsze zostawiamy samochód, na którym właściciel odebrał nas w 5 minut, mimo dwugodzinnego spóźnienia i nie policzył za dodatkową dobę…

To taka rekomendacja byłaby chwytliwa, naturalna, mocna i w ogóle nie wyglądałby na reklamę (a reklama, która nie wygląda na reklamę, jest najlepszą reklamą).

Najnudniejsza na świecie opowieść o tym, jak produkt / usługa rozwiązały jakiś problem, zawsze będzie lepsza (skuteczniejsza) niż najlepiej odpicowany sztuczkami marketingowymi opis.

Zaprawdę powiadam Ci — chcesz robić dobry marketing słowem, mową, filmem i uczynkiem?

Szlifuj nagłówki (otwarcia) i szlifuj opowieści.  

$s
Autor
Radek Klimek
Tworzę treści. Jestem mistrzem w opowiadaniu, wymyślaniu i ubarwianiu historii.

Podobał Ci się ten artykuł?

Zapisz się do newslettera, otrzymuj informacje o nowych artykułach, odbierz dostęp do ponad 60 wzorów dokumentów, szablonów, grafik i Exceli.

Zostaw komentarz
Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Joanna
Joanna
1 rok temu

Uwielbiam czytać Twoje teksty i naprawde zazdroszczę swady i lekkości w pisaniu (do tego z taakim poczuciem humoru!! Podsyłam Twoja stonę koledze ze Szczecina, bo MUSI mieć Twój newsletter! Pozdrawiam
Asia

Pobierz darmowy, gotowy wzór polityki prywatności i wykorzystywania plików cookies na stronę internetową małej firmy, strony autorskiej lub bloga.

Uzupełnienie wzoru zajmie Ci kilka minut. Wystarczy wpisać w nim Twoje podstawowe dane.
Nasz wzór polityki prywatności jest prosty, czytelny, ZAWSZE aktualny, 100% zgodny z prawem.

Cześć jestem Radek i witam Cię na blogu SardynkiBiznesu.pl! Znajdziesz tu artykuły poświęcone najważniejszym zagadnieniom związanym z prowadzeniem małej firmy: marketing, prawo, księgowość, public relations, zarządzanie i IT. Mamy nadzieję, że dzięki nam oszczędzisz dużo nerwów, czasu i pieniędzy, a prowadzenie biznesu stanie się prostsze. Więcej

Pobierz BEZPŁATNY 

wzór polityki prywatności + 

materiały marketingowe 
dla małej firmy

 

POBIERZ!

Wypełnij formularz. Materiały otrzymasz OD RAZU.