Jeżeli coś tam wrzucasz w tym internecie, jakoś próbujesz wypromować swój biznes, ale masz wrażenie, że te działania ściągają za mało klientów, to pewnie nie znasz najważniejszej liczby w marketingu. A znać ją, polubić ją i oswoić się z nią trzeba. Bo dzięki niej W KOŃCU zrozumiesz, co musisz zrobić, by marketing hulał jak dzik w szyszkach, a klienci kupowali od Ciebie jak szaleni.
Kiedyś nie przykładałem do niej wagi, oszukiwałem i siebie, i klientów, że bez niej damy radę, ale efekty były… marne.
A im dłużej pracuję z firmami (w sensie, nie że działam tylko przy swoich projektach) i im lepsze wyniki mamy, tym mocniej sobie uświadamiam, jak jest ważna.
I przy nowych współpracach lojalnie o niej uprzedzam, bo bez niej nic się nie da zrobić sensownego.
Liczba, która odpowiada na 80% pytań dotyczących Twojej firmy…
Ta jedna liczba odpowiada na 80% pytań, które dotyczą rozwoju marketingu w firmie, a mimo to, większość moich klientów jej nienawidzi.
Przykładowo:
- Ile rolek miesięcznie muszę wrzucać?
- Ile muszę czekać, zanim te działania marketingowe zaczną przynosić powtarzalny efekt?
- Ile rzeczy muszę zmieniać i ulepszać w marketingu?
- Ile muszę zapłacić dobremu specjaliście od marketingu, który mi będzie doradzał?
- Ile reklam muszę przetestować?
- Ile rzeczy w marketingu mi nie wyjdzie i po czasie okaże się, że były głupimi pomysłami?
- Ile wiedzy, kursów i materiałów o marketingu muszę przeczytać i obejrzeć?
- Ile godzin tygodniowo jako właściciel firmy muszę poświęcić na marketing?
- Ile miesięcznie na marketing muszę wydać?
- Ile treści dodać na mojej stronie, żeby ją wypozycjonować?
- Ile rzeczy i informacji dodać na stronie Google Maps?
- Ile czasu poświęcać na tworzenie treści marketingowych (postów, opisów stron, rolek)?
- Ile rzeczy, które lubię, muszę odpuścić / zmienić / zrezygnować, żeby robić dobry marketing?
- A tu wpisz każde inne marketingowe pytanie, na które możesz odpowiedzieć sobie jakąś liczbą…
No dobra, śmieszki śmieszkami, ale co z tej liczby wynika?
Marketing w małej firmie, choć jest banalnie prosty, wymaga krwi, potu, łez i zaciskania zębów…
Jeżeli masz dobry produkt lub usługę, których klienci potrzebują, to „robienie” marketingu jest BANALNIE PROSTE.
Nie świruję pawiana. Piszę poważnie.
Dobry marketing to najłatwiejsza rzecz do zrobienia w firmie.
Więc skoro jest tak łatwo, to czemu jest tak trudno?
Gdzie tkwi haczyk?
W naszej magicznej liczbie.
Jeżeli marketing ma działać (czyli zarabiać i ściągać klientów), to ZAWSZE kosztuje dokładnie TYLE czasu i TYLE pieniędzy.
Dobry marketing to wyrzeczenia i zaciskanie zębów:
- Pożre minimum 6 godzin zaangażowania tygodniowo, które musisz jakoś wyszarpać z planu dnia (kosztem czasu wolnego, czasu dla rodziny czy „ważniejszych” zadań w firmie).
- Będzie wymagał wyłożenia od kilkuset do kilku tysięcy złotych miesięcznie na kursy, programy, reklamy, testy, delegowanie, szkolenia, konsultacje.
- „Zmniejszy” zyski, które na czysto wyciągasz z firmy (bo trzeba je reinwestować… w marketing właśnie).
- Będzie wymuszał na Tobie kreatywność, bo rynek nie lubi nudy, za to kocha „nowości”. Będziesz musiał(a) się nauczyć opowiadać o swojej firmie na 100 nowych sposobów.
- Wymaga ciągłego zaangażowania i pracy — bo nie wystarczy zrobić raz i zapomnieć, ale trzeba marketingować powtarzalnie, regularnie i coraz więcej (a to jest cholernie nudne i irytujące).
Ten ostatni punkt jest szczególnie ważny i bolesny.
Nie ma dobrego marketingu bez właściciela, który zaangażuje się w niego na 100%
Chcesz mieć dobry marketing w małej firmie?
MUSISZ SIĘ ZAANGAŻOWAĆ!
I MUSISZ PRACOWAĆ I ROZWIJAĆ MARKETING CAŁY CZAS!!!
Tak długo jak prowadzisz firmę, tak długo trzeba robić marketing.
Jeżeli chcesz mieć efekty (i prowadzisz małą firmę), to rezygnujesz z marketingu w momencie jak zamykasz ten biznes w cholerę lub przenosisz się nie nieodwołalnie do krainy wiecznych łowów.
Nawet jeżeli wynajmiesz do pomocy takiego hipka jak ja, który pomoże Ci ruszyć z tą reklamą w internecie z kopyta, to będzie to oznaczało, że będziesz miał(a) 3 razy więcej pracy, niż wtedy, zanim zaczęliście razem działać.
Bo w małej firmie NIE DA SIĘ robić dobrego marketingu bez zaangażowania właściciela.
To właściciel firmy:
- Ma kluczową wiedzę dotyczącą produktów, klientów, problemów i usług i tylko na podstawie tej wiedzy można tworzyć jakiekolwiek materiały, treści i działania marketingowe.
- Musi „napędzać” marketing — jemu musi zależeć NAJBARDZIEJ, żeby to „się działo”, musi popchnąć tematy, dopytywać, jak idzie, rzucać nowymi problemami / pomysłami do rozwiązania.
- Musi weryfikować i konsultować pomysły na bieżąco i na chłodno oceniać, z czym działamy, a co odpuszczamy.
- Fizycznie musi poświęcić czas na tworzenie materiałów (np. nagranie rolek, pisanie postów czy treści na stronę, jeżeli tego nie zleca).
Właściciel to baza wiedzy i motor napędowy, bez którego marketing w małej firmie nie ma prawa się udać.
Bo nawet jeżeli te działania komuś zleci, ale się w nie nie zaangażuje, to treści będą… no nijakie.
Będą wyglądać tak, jakby przygotował je ktoś z boku, kto nie ma o branży żadnego pojęcia.
Jak marketingujemy z moimi klientami, że mamy tak dobre efekty?
Z moimi klientami jestem w ciągłym kontakcie. Bywają tygodnie, gdzie odbijamy myśli na rozmowach po 3-4 razy. Rozmowy nam zajmują po kilkanaście minut. Spisujemy wnioski, robimy plany, do tego regularne spotkania.
Często do nich dzwonię, jak czegoś nie wiem, nie rozumiem.
Potem siadamy, spoglądamy w tabelki i sprawdzamy, co działa, a co nie działa.
Niektóre pomysły rozwijamy, inne odpuszczamy, jeszcze inne modyfikujemy.
I trwa to CIĄGLE. Tak długo, jak razem działamy.
Mi daje to bezcenną wiedzę, ale od właściciela wymaga zaangażowania.
To NIE działa tak, że spotykamy się raz, ja coś tam poklikam i jest święty spokój.
To działa tak, że z miesiąca na miesiąc tej roboty jest CORAZ WIĘCEJ.
Pogodziliśmy się z losem i z tym, że żeby nam żarło, żeby klienci kupowali nasze produkty i usługi, to musimy pamiętać o tym, że nie da się działać bez tej liczby.
I dlatego nam to żre.
Do czego przyda Ci się ta wiedza? Czyli nie da się robić tak, żeby robić, a się nie narobić
A teraz czas na najważniejsze pytanie.
Dlaczego Ci o tym piszę?
Bo dość regularnie wpadają mi zapytania o współpracę. I kiedy rozeznaję temat, ze strony klientów wypełza taka myśl, że oni to by chcieli działać z tym marketingiem, ale tak, żebym to zrobił raz, w 2-3 godziny, tak, żeby ogarnąć te całe sociale i resztę, i żeby to zrobić raz i zapomnieć.
Między wierszami wybrzmiewa taki przekaz, że tak naprawdę uważają marketing za głupotę, stratę czasu i pieniędzy. Ale z drugiej strony przydałoby się, żeby ich klienci kupowali więcej. I częściej.
Więc najlepiej, żeby coś tam jakoś ogarnąć, żeby to nie kosztowało za dużo i BROŃ BOŻE, żeby ich w to nie angażować. Bo oni nie mają czasu na takie głupoty i muszą się zająć „prawdziwym prowadzeniem firmy”.
Tak, żeby marketing działał sam.
Gdzieś obok.
Żeby nie wymagał od nich żadnego zaangażowania. Więc oczekują ode mnie, że ja z marszu bez wiedzy o firmie, klientach, produktach, usługach, bez takiego czasu na rozruch, żeby poznać tę specyfikę biznesu, mam to ogarnąć na tip-top, szybko, sprawnie i z efektami.’
I jeszcze w miarę tanio najlepiej.
A potem pojawia się smutna mina, gdy odpowiadam, że niestety nie da się jak w Kiepskich.
Tak, żeby robić, ale żeby się nie narobić.
Że nie znam magicznych trików ani nie mam jakichś supermocy.
Że marketingu nie robi się tak, że wystarczy raz coś tam poklikać i zapomnieć.
Że zrobimy wyniki.
Ale tylko gdy nastawiamy się na żmudną ścieżkę przez pot, krew i łzy, pełną zgrzytania zębów i wyrzeczeń, która pożera czas, pieniądze oraz radość z życia.
I duże faktury (bo obecnie mam taki komfort pracy, że nie muszę być tani).
I na tym etapie zwykle kontakt się urywa 🙂
Na marketingu nie musisz się znać, ale ciągle musisz o nim MYŚLEĆ
Niewiele jest osób, które prowadzą firmę, ale jednocześnie są gotowe na to, że dobry marketing wymaga wyrzeczeń.
Żeby marketing działał, to trzeba za niego płacić dwoma rzeczami: czasem i pieniędzmi. Te dwie wartości do pewnego stopnia są wymienne. Jeżeli masz mniej pieniędzy, OK, to musisz poświęcić mu więcej czasu. Jeżeli masz mniej czasu — musisz wyłożyć więcej pieniędzy.
Ale żadnej z tych rzeczy NIGDY się nie da zredukować do zera, a nasza najważniejsza liczba w marketingu cały czas powinna mieć tę samą wartość.
Jeżeli masz małą firmę, musisz nawet nie tyle ZNAĆ się na marketingu, co ciągle o nim MYŚLEĆ.
Innymi słowy, cały czas zadawać sobie pytania: co jeszcze mogę zrobić, żeby zarobić więcej pieniędzy?
A potem te myśli przekuwać w działania.
A potem te działania sprawdzać.
Rozwijać te, które sprawiają, że masz więcej pieniędzy, i odpuszczać te, które tego nie robią.
Nie mówię, że marketing ma się stać miłością życia (ja go na przykład nie cierpię, ale jakoś tam ogarniam, bo dzięki niemu nie muszę głodować).
Ale nie możesz go traktować jako coś, co na siłę upycha się kolanem w kalendarzu, żeby to w końcu ogarnąć, jak kiedyś tam starczy czasu (a czasu nigdy nie starcza).
Coś, co się robi bez pomysłu, bez planu, na czuja.
Coś, co się robi po to, żeby uspokoić swoje sumienie, że coś się z tą reklamą w internecie tam działa (żeby nikt Ci nie zarzucił, że nic nie robisz).
Tak, by móc sobie powiedzieć: „no działam! Ale nie działa!”
Marketing to nie jakiś mityczny lewiatan pożerający hajsiwo, ale najlepszy na świecie sprzymierzeniec, który to hajsiwo pomaga Ci zarobić.
Ale ponieważ to bardzo kapryśna bestia, żeby tak było, trzeba go hołubić, pielęgnować i doceniać.
I traktować go dokładnie tak samo, jak każdą inną rzecz, którą robisz w firmie i która pomaga Ci zarabiać pieniądze.
A on, z czasem, na pewno Ci się odwdzięczy.
Tu nie chodzi o samo „robienie” marketingu, ale o oczekiwanie efektów, gdy robi się go byle jak…
I na koniec najważniejsze.
Nie chodzi mi o to, że koniecznie, za wszelką cenę musisz robić marketing.
Są firmy, które nie robią żadnej reklamy i radzą sobie świetnie. Znalazły na siebie jakiś pomysł i niszę, i im to hula.
Chodzi mi o to, że jeżeli już się za niego zabieramy i OCZEKUJEMY, żeby pomógł nam zarabiać więcej pieniędzy, to wtedy trzeba w niego wejść — że tak zacytuję księdza Kaczkowskiego — na pełnej petardzie.
Jeżeli będzie robiony na odpierdziel, to jego efekty też będą na odpierdziel.
Jeżeli ktoś używa piły do wbijania gwoździ, to nie piła jest winna. Ale trzymacz narzędziowy.
Więc pretensje o to, że robimy marketing, a on nie działa, możemy mieć wyłącznie do siebie.
A najważniejsza liczba w marketingu stale powinna nam o tym przypominać.




Cześć jestem Radek i witam Cię na blogu SardynkiBiznesu.pl! Znajdziesz tu artykuły poświęcone najważniejszym zagadnieniom związanym z prowadzeniem małej firmy: marketing, prawo, księgowość, public relations, zarządzanie i IT. Mamy nadzieję, że dzięki nam oszczędzisz dużo nerwów, czasu i pieniędzy, a prowadzenie biznesu stanie się prostsze.