Jedno z najczęstszych pytań, jakie dostaję na skrzynkę sardynkową, to pytanie o social media i drogę na skróty. Czy znam jakieś metody na oszukanie / zhakowanie algorytmu na Facebooku, Tik Toku, Instagramie, tak, żeby wrzucać tam jakieś posty na szybko, po godzinach, byle jak, byle się przy tym specjalnie nie narobić, żeby od razu były duże darmowe zasięgi i żeby zamówienia wpadały?
Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy wiedzieć, skąd algorytmy „wiedzą”, który post podbić bezpłatnymi zasięgami, a który zignorować.
Czy to jakaś magia? Działanie przypadku? Wpłaconych pieniędzy na reklamy? Czy może jakieś niecne sztuczki twórców, które oszukują algorytm?
Nic z tych rzeczy.
To, że posty mają zasięgi, to nie kwestia przypadku…
Algorytmy nie działają losowo. Ciężko je oszukać „sprytnymi trikami”. I nie spiskują przeciwko twórcom (choć czasem może się tak wydawać). To, czy post zrobi zasięgi, nie zależy również od przypadku (naprawdę).
Algorytmy działają według bardzo prostej zasady.
Jednej, jedynej. Niezmiennej, odkąd istnieją te wszystkie Tik Toki, YouTuby, Facebooki czy Instagramy.
Jak ją odkryjesz i zrozumiesz, jak działa – łatwiej będzie Ci tworzyć treści, które zobaczy więcej osób. I to dzięki darmowym zasięgom.
Złota zasada działania algorytmów social media
Jest bardzo prosta.
Algorytm mówi „sprawdzam” każdej treści, jaką wrzucasz do social media.
I jeśli oceni, że ta treść spodoba się użytkownikom, robi jej duże zasięgi.
Eee… czyli o co chodzi? Czyli jak algorytm sprawdza, czy warto Twoją treść podbić darmowymi zasięgami?
Mechanizm jest prosty. Nie ma w nim żadnej magii ani tajnych kodów. Jest też uniwersalny. Działa tak samo na Facebooku, YouTube, TikToku i Instagramie. I, co najlepsze, nie zmienia się od lat.
Oto jak to wygląda w praktyce:
- Kiedy wrzucasz nowy post, algorytm pokazuje go najpierw małej grupie osób.
- W tym czasie mierzy reakcje – sprawdza, czy ludzie lajkują, komentują, udostępniają, zatrzymują się na dłużej.
- Jeśli reakcje są szybkie i intensywne, post leci dalej – algorytm zaczyna pokazywać go kolejnym osobom.
- Jeśli nikt nie reaguje – post umiera.
Czyli im więcej interakcji w krótszym czasie, tym większa szansa, że algorytm podbije Twoją treść i zrobi Ci darmowe zasięgi.
I tyle. Koniec historii.
Tak działają social media i darmowe zasięgi.
I to wszystko? Wystarczy, że mój post spodoba się ludziom i… gotowe?
Tak.
W social mediach liczy się tylko jedna rzecz – to, czy treść „żre”.
Więcej o tym pisałem w artykule o tym, dlaczego tak ważne jest to, żeby nasze treści wywoływały emocje (to absolutnie kluczowe dla dużych zasięgów). Sprawdź teraz:
Dlaczego emocje są tak ważne, czyli po co ludzie korzystają z social media?
Dlaczego to właśnie wywołanie emocji jest tak ważne?
Bo jeżeli treść żre i w konsekwencji budzi emocje, wtedy ludzie na nią REAGUJĄ.
A jeżeli REAGUJĄ, to znaczy, że jest dobra.
Algorytmy to widzą. I rozsyłają ją dalej.
Dlaczego?
Bo tylko taka treść gwarantuje, że ludzie dłużej będą scrollować, a to gwarantuje, że zobaczą więcej reklam, a to oznacza większy zysk dla korporacji.
A social media istnieją tylko po to, żeby generować zysk (pisałem o tym w artykule Po co istnieją social media?).
Jeżeli twórca nie pomaga tego zysku generować, algorytm nie ma żadnego interesu w tym, żeby bezpłatnie promować i robić zasięgi jego treści.
Dodatki nie mogą być ważniejsze niż danie główne
Standardem jest, że gdy rozmawiam z właścicielem firmy, który spiął cztery litery i chce w końcu rozhulać social media, liznął jakieś szkolenia, podczytał artykuły, to skupia się na nieważnych pierdołach:
- Bo gdzieś przeczytał, że w tej branży trzeba wrzucać posty o tej i tej godzinie.
- Że ma być taka i taka muzyka.
- Że ma wrzucać posty / rolki tylko przez określone narzędzie.
- Że plik musi mieć określony format.
- I hashtagów ma być 3, a nie 5.
- Albo wcale ich ma nie być.
- Że musi zawsze umieszczać określone słowa w treści.
- I tak dalej…
Pierdoły, pierdoły, i magiczne triki. Żeby coś tylko zrobić na szybko i żeby działało.
Te rzeczy mogą pomóc (i często pomagają), ale jeśli treść jest nudna/nijaka – nic jej nie uratuje.
A na czym zatem powinniśmy się skupić?
- Fajna miniatura, która od razu przyciąga wzrok i zmusza odbiorcę, żeby obejrzał film.
- Otwarcie filmu (czyli magiczna zasada 3 sekund), które od pierwszej milisekundy sprawia, że odbiorca myśli – WOW, muszę to obejrzeć całe!
- Poszukanie porad i artykułów, które pomogą nauczyć się lepiej pisać, tak, żeby posty na Instagramie czytało się jak dobrą powieść – jednym tchem. A potem ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć to pisanie.
- Ćwiczyć mówienie do kamery i dykcję, żeby widz stwierdził – fajnie mówi ten gość/ta gościówa, lekko, dynamicznie, przyjemnie się go słucha i ogląda.
- Dodać napisy, pociąć i edytować film, zrobić podstawowy montaż, żeby był jak najłatwiejszy w odbiorze, nie nudził odbiorcy i przyciągał uwagę od pierwszej do ostatniej sekundy.
- Napisać zabawny scenariusz, zastanowić się, co jest ważne w rolce, żeby powiedzieć o najważniejszych tematach, które są turbo interesujące dla odbiorcy.
- Zrobić te 20 zdjęć i wybrać to jedno super, które urywa 4 litery…
- I tak dalej… czyli robić wszystko, CO REALNIE SPRAWI, że treść spodoba się odbiorcy.
Choć tych elementów może być sporo, to wszystkiego prowadzą do jednego efektu – żeby treść przyjemnie się oglądało/czytało, żeby wciągała i „zmusiła” odbiorcę, by obejrzał/przeczytał ją całą.
Słaba treść przepadnie w odmętach internetu, nawet jeśli zastosujesz 30 „magicznych” trików, które rzekomo mają oszukać algorytm
Twój post może być idealnie zoptymalizowany, mieć najlepsze tagi, wrzucony w „złotą godzinę”, mieć podkład muzyczny, który robi furorę na całym świecie – ale jeśli jest nudny, nie porywa i nikt na niego nie reaguje, to te ulepszacze nie mają żadnego znaczenia.
Z kolei świetna treść, od której odbiorca nie może się oderwać, nawet wrzucona o trzeciej w nocy, bez jednego hashtaga i bez zdania opisu, zrobi milionowe zasięgi.
Ktoś mi powie, że odkryłem (znowu) Amerykę, bo to takie proste…
Tak, to jest proste.
A mimo to twórcy na potęgę to ignorują.
Bo inaczej dlaczego w social mediach jest tak dużo beznadziejnych, niezasięgowych treści? I dlaczego przedsiębiorcy, którzy tworzą je na potęgę, irytują się, że nie mają zasięgów?
To walka o uwagę odbiorcy, w której nie bierze się jeńców…
Czasy się zmieniły.
Dziś każdy użytkownik social media jest twórcą. Coraz więcej ludzi wrzuca dobre treści. Odbiorcy są coraz bardziej wybredni, przebodźcowani, więc trzeba naprawdę się wyróżnić, żeby przyciągnąć ich uwagę. Ponieważ treści jest więcej, rywalizacja też jest ostrzejsza – algorytmy muszą wybierać te naprawdę najlepsze, bo w ciągu minuty mogą ich upchnąć coraz mniej.
Chcesz efektów? Musisz się napracować. Nie ma innej drogi
Więc, żeby robić angażujące treści z dużymi zasięgami, a przy tym NIE robić z siebie debila, musisz poświęcić czas, pieniądze, energię.
Musisz mieć pomysł i strategię.
Musisz kupić aplikacje do edycji i nauczyć się je obsługiwać (albo to komuś zlecić).
Musisz wrzucać rzeczy regularnie, powtarzalnie i wytrwale. Musisz sprawdzać, testować, zmieniać, analizować, wyciągać wnioski.
Innymi słowy – trzeba do tego podejść z zaangażowaniem na 120%. Jak do każdej ważnej czynności w firmie.
Zwłaszcza teraz, po rewolucji TikToka, robienie zasięgów jest banalnie proste. Serio. Okazało się, że bardziej opłaca się promować treści spoza naszej bańki – z profili, których nie znamy, nie obserwujemy – bo kluczowe jest to, żeby zatrzymać nas jak najdłużej.
Ale to wymaga dużo pracy. I jest to taka sama praca, jak każde inne działanie w firmie. Jak sprzedaż czy rozmowa z klientem.
Przełączysz pstryczek w głowie?
I to jest taki pstryczek, który trzeba sobie przestawić w głowie, jeśli coś ma się zmienić.
Dopóki marketing w social mediach będzie traktowany jak zapchajdziura, wieczny koszt, wydawanie kasy na głupoty i jednocześnie coś, co musi się zwrócić tego samego dnia – mimo że wkłada się w to minimum pracy na zasadzie „coś tam wrzucam, żeby było” – to efekty będą żadne.
I tak długo, jak ktoś się z tego myślenia nie uwolni, nie będzie miał efektów.
Bo łatwiej jest powiedzieć: „głupi algorytm tnie mi zasięgi”, niż przyznać: „wrzucam byle co, byle jak, bez pomysłu, te posty są nudne, robię to na odpierdol, byle było, więc pretensje, że tych zasięgów nie mam… mogę mieć tylko do siebie.”
Nie da się zhakować algorytmu. Jest tylko ciężka praca…
„Hakowanie” i „oszukiwanie” algorytmów polega tylko na tym, że… trzeba tworzyć angażujące treści, w które trzeba włożyć dużo pracy.
Tylko tyle i aż tyle.




Cześć jestem Radek i witam Cię na blogu SardynkiBiznesu.pl! Znajdziesz tu artykuły poświęcone najważniejszym zagadnieniom związanym z prowadzeniem małej firmy: marketing, prawo, księgowość, public relations, zarządzanie i IT. Mamy nadzieję, że dzięki nam oszczędzisz dużo nerwów, czasu i pieniędzy, a prowadzenie biznesu stanie się prostsze.