Wspominki o jednym okienku

Wspominki o jednym okienku

Wrzucam jeden z dwóch wpisów, które popełniłem nieco ponad roku temu, dla innego projektu. Rok zleciał jak z bicza strzelił, wtedy nasłuchałem się o jednym okienku, a jak to wyglądało w praktyce?

Jak to mawia Wojciech Cejrowski, „poczytajcie”…

Pierwszy etap, można rzec milowy, już za mną.

2 października Anno Domini 2013 złożyłem w Urzędzie Miasta wymaganą procedurą dokumentację, która to w życie wcieli moją niewielką agencję interaktywną.

OK, dużo nasłuchałem się o jednym okienku, miało być szybko, wygodnie i w jednym miejscu. Jak było naprawdę?

Ani tak źle, ani specjalnie rewelacyjnie.

Procedura jest dość prosta: idziesz do Urzędu Gminy/Miasta (w moim przypadku był to Urząd Miasta Tychy), prosisz o druk CEIDG – Centralna Ewidencja Działalności Gospodarczej (niespecjalnie skomplikowany, ale trzeba nieco uważać), wypełniasz, składasz i tyle.

Pierwsza strona jest najłatwiejsza, potem trudniej:P

Pierwsza strona formularza CEIDG
Tak wygląda pierwsza strona formularza, który dzieli Cię od trzepania grubego bilonu

Wypełnienie go zajęło mi ok. 40 minut, po czym i tak musiałem nanieść kilka poprawek (nieco przysuszony Pan Urzędnik w okienku zwrócił mi na to uwagę).

Jako, że w głównym holu panował niezły rejwach, domyślałem się tylko co muszę zrobić z ruchu ust Pana Urzędnika – zwłaszcza, że miał dziwną manierę nieskładnego mruczenia przy tłumaczeniu poszczególnych rubryk.

Po wypełnieniu, otrzymałem potwierdzenie złożenia z pieczątką i haczykiem i oto dumnie wkroczyłem do grona polskich, pięknych, młodych przedsiębiorców. Tyle. Sama procedura, razem z wizytą w biurze nie trwała dłużej niż 2 godziny.

Zatem gdzie haczyki?

Mimo, że sama rejestracja nie trwała długo, i miała miejsce w jednym okienku, czekam jeszcze na numer REGON – który jest mi potrzebny do rozliczeń z Urzędem Skarbowym.

Osobno muszę dosłać uzupełnienie danych do ZUS-u, abym mógł płacić swoje preferencyjne składki (w odpowiedzi na pismo, które mi przyślą).

Również osobno muszę się pofatygować do Urzędu Skarbowego, gdzie wesół zarejestruje się jako podatnik VAT (żebym mógł rozliczać, czyt. „płacić” podatek, muszę… zapłacić podatek, dla niepoznaki nazwany „wpisem do ewidencji” – 170 zł).

Ostatnią czynnością jest marsz raźnym krokiem do banku, gdzie założę konto firmowe (to również obowiązek).

Czy można elektronicznie? Podobno można, ale i tak trzeba mieć elektroniczny podpis, więc osobiście musisz się pofatygować tak czy siak. Zakładam, że 99 % z nas nie ma dysponuje tą możliwością, gdyż jego rejestracja to już wydatek kilku stówek.

Podsumowując:

Faktycznie, rejestracja ma miejsce w jednym okienku, co nie zmienia faktu, że do kilku kolejnych okienek trzeba się pofatygować.

Sama procedura trwa bardzo krótko, jakbym się lepiej do niej lepiej przygotował zajęłaby mi ok. 20 minut.
Co do innych okienek – nie jest do końca tak źle, nie trzeba zasuwać wszędzie osobiście, część rzeczy można wysłać pocztą (tak, tak, starą dobrą zwykłą pocztą, urzędnicy w ZUS-ie też chcą z czegoś żyć).

W samym Urzędzie kolejek nie było praktycznie żadnych, ale to domyślam się specyfika akurat Tychów.

Jest dla mnie idiotyzmem fakt, że najpierw ręcznie wypełniam wniosek, a później również ręcznie, ktoś go wklepuje do komputera. Ale wiadomo, biurokracja musi się żywić sama. Zinformatyzowana komuna.

PS: O 14 zadzwoniła do mnie Pani Urzędniczka, która dopytywała się, co wpisałem w kodzie prowadzonej działalności gospodarczej, gdyż ten, który nagryzmoliłem nie ma prawa istnieć. Okazało się, że istniał, ale moja trójka została wzięta za ósemkę (albo na odwrót). Telefon wprowadził mnie w w delikatny szok.

Oceń artykuł
[Głosów: 0 Średnia: 0]

Podobał Ci się ten artykuł?

Zapisz się do naszego newslettera i nie przegap nowych tekstów!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o