1 rok stuknął. Etat czy działalność?

1 rok stuknął. Etat czy działalność?

Tak się ciekawie złożyło, że wspólny pomysł na blog z Justyną, odpaliliśmy akurat +/- w rocznicę ucieczki z etatu na własną działalność. Dzisiaj taki sentymentalny wieczór. Siadłem, przejrzałem co udało mi się zrobić, czego nie udało (oj, a tego jest dużo, dużo więcej) i czego pewnie już nie zrobię, to naszło mnie kilka refleksji.

Pierwszy wpis zatem trzeba zacząć od tematu pracowniczych uniwersaliów: zatem etat czy działalność?

Tutaj od razu chciałem zaznaczyć, że celowo nie wchodzę w tematykę ZUS-u, chorobowego, płatności, zwolnień, ochrony, etc.

Nad różnicami typowo finansowymi chciałbym podywagować kiedy indziej, tutaj natomiast wolałbym się skupić przede wszystkim na przemyśleniach dotyczących tego, co mi dało przejście i zostanie Sardynką Biznesu:

1. Dyscyplina.
Jako że jestem dość leniwy, działalność poduczyła mnie samodyscypliny. Do mistrzów Shao Lin droga jeszcze daleka, ale czymże jest życie bez wyznaczania celów?

2. Elastyczność.
To, że nie trzeba wstawać na 8 godzin, by je czasem tylko odbębnić w biurze jest prawdziwym błogosławieństwem. Za to spokojnie mogę pracować po 12-14 w domu 🙂 A tak naprawdę, dużo łatwiej jest mi zorganizować dzień i mam wrażenie, że udaje się więcej czasu konkretniej wykorzystać.

3. Myślenie o podatkach.
W 3 miesiące nauczyłem się ABC ekonomii (zarówno w skali mikro jak i makro). I szczerze? Nie wiem, po co nam była w ogólniaku przedsiębiorczość, skoro dowiedziałem się jak działa VAT dopiero pierwszy raz, kiedy z konta musiałem przelać pierwszą transzę podatkową w pazerne czeluście Urzędu Skarbowego.

4. To nie pracodawca jest zły.
To, że pracodawca nie płaci na etacie tyle ile byś chciał, to nie jest jego wina. To wina systemu w którym przyszło nam żyć i pracować. Koniec kropka. Ale dopóki coś ponad 60% Polaków będzie za ozusowaniem umów-zleceń, w tym kraju nie będzie normalniej.

5. WOLNOŚĆ! I to jest najważniejsze. Działalność=wolność. Z czasem, z projektami, z możliwością szukania nowych klientów. To również specyfika mojej branży, ale oprócz pracy stricte z klientem, mogę rozwijać też swoje pomysły, które sprawiają mi olbrzymią frajdę. I jeszcze na nich zarabiam. I to jest NIESAMOWITE 🙂

6. Zmiana życia.
Działalność zrewolucjonizowała moje życie. W wielu aspektach, nie tylko zawodowych. I chyba jest lepiej. Prawdopodobnie na etacie dalej bym liczył czas od weekendu do weekendu. A na to życia szkoda. Realizuję i robię dużo więcej rzeczy niż rok temu. I boję się tylko, że umrę i nie zdążę odpalić wszystkiego na co mam pomysły 🙂

7. Satysfakcja.
Olbrzymia. Nie chodzi o to, że na etacie jej nie miałem, bo rzeczy, które udało mi się ruszyć i wdrożyć (i były moimi pomysłami) dawały mi dużą porcję zadowolenia. Ale świadomość, że wszystko co robię tutaj – wszystkie projekty, pomysły, wszystko to robię dla siebie jest odurzająca. Czasem mam tak, że jak coś wymyślę, to z emocji nie mogę spać, bo już czekam na drugi dzień, aż uda mi się spróbować. Serce wali, adrenalina buzuje, normalnie szaleństwo 🙂 Tak też było z Sardynkami. Zobaczymy czy zaskoczą.

I najważniejsze: na etacie nigdy nie miałem tego dreszczyku emocji, związanych z szukaniem kosztów, bo serce krwawi jak widzę, ile mam przelać do skarbówki 😉

Podobał Ci się ten artykuł?

Zapisz się do naszego newslettera i nie przegap nowych tekstów!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o